sobota, 4 maja 2019

KPN Survival Trekking - marzec 2019

Jak najlepiej rozpocząć sezon? Oczywiście od “spaceru” po parku, szczególnie, gdy spacer ma 34 km, a park to Kampinoski Park Narodowy. Twarzą i pomysłodawcą KPN Trekking jest Łukasz Tulej, prowadzący  chociażby “Naturalnie Polska”.



Niestety w tym roku miało być bez noclegu, niedzielne obowiązki nie pozwoliły na to, ale fartownie udało mi się załatwić podwózkę po trekkingu.

Trasa trekkingu zaczyna się w Truskawiu a kończy w Nowym Polesiu, na “bagnie” u Łukasza. Na szczęście przy takiej imprezie nie trzeba się martwić o trasę, idzie się po prostu za ludźmi :)


Zaczynamy parę minut po 9, najpierw kilka słów od Łukasza, a następnie całą grupą wchodzimy na szlak. I jest nas naprawdę sporo, na pewno więcej niż 30 osób. Od razu tworzą się podgrupy dyskusyjne, bo w sumie ten trekking taki jest, mało się zwraca uwagę na okoliczności przyrody, bardziej na ludzi z którymi idziesz i rozmowę z nimi.


Ja już po wyjściu z autobusu, którym od metra się dotoczyłem ( w sumie, żeby dostać się na 9 musiałem wstać po 6!) przybiłem pierwszą piątkę z kolegą z zeszłorocznego poszukiwania wiosny.

Na rozmowach szybko płynie czas i nawet się nie obejrzałem, jak był pierwszy postój koło cmentarza w Wierszach. Po drodze Łukasz, jak przystało na certyfikowanego przewodnika po Kampinosie, uraczył nas krótką opowieścią o terenach przez które wędrowaliśmy.


A tereny tam są naprawdę ładne, na początku mamy nawet drewniany pomost przez bagna, potem dawną doliną Wisły, mazowieckie piachy, lekkie wzgórza, pełen przekrój. Warto zapuścić się samemu, żeby w pełni docenić i pokontemplować przyrodę.

to zdjęcie kogoś z grupy, nie moje

Kilometry szybko mijają, kolejne osoby, kolejne rozmowy i trzeba się mocno sprężyć, żeby coś w miarę mądrego powiedzieć :) Mocne wyjście poza strefę komfortu :)

Po kolejnych kilometrach pora na kawę i tutaj dzięki zabraniu kartusza mogę przynajmniej świeżą kawą zrewanżować się chłopakom za późniejszą podwózkę! :)


W pewnym momencie grupa dzieli się na 2 części i jedna rusza dalej szlakiem, a druga (w tym ja) trasą przy Kanale Łasica, gdzie może być ciężko. Dwa lata temu było tam wody po kolana, w tym roku również w plecaku dźwigam kalosze, ale jak się okazuje to strachy na lachy, sucho jak pieprz, zero wody. Także na luziku, przy rozmowie, dalej łykamy kolejne kilometry.


Po drodze oblężenie sklepu, gdzie grupy ponownie się scalają, a piwko po ponad 20 km smakuje wybornie.

Ostatnie kilometry do bagna pokonujemy przy zachodzącym słońcu, w powietrzu czuć lekki chłodek, trochę szkoda, że się trzeba obejść bez posiedzenia przy ognisku i noclegu, ale niestety, obowiązki wzywają.

Pogoda w tym roku dopisała, słońce, błękitne niebo, wiosna dobija się na pełnej…, znaczy czuć wiosnę w powietrzu.

Trekking kończymy koło 18, prawie 34 km w nogach, rozpoczęcie sezonu można uznać za udane. Do zobaczenia za rok!


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza