czwartek, 11 stycznia 2018

Sobiborski Park Krajobrazowy 03 - 04.XI.2017

Pierwsze dni listopada i w końcu doszła do skutku od dawna umawiana mikrowyprawa do Sobiborskiego Parku Krajobrazowego. Tym razem nie sam, ale z kumplem jeszcze ze studiów, Michałem. Zacny kompan, kiedyś zrobiliśmy prawie wszystkie pasma w Kotlinie Jeleniogórskiej. KWS 98`... ech, to były czasy :)

Plan był, że dojeżdżamy do Okuninki, gdzie zostawiamy samochód i dalej z buta - pętla po Parku z noclegiem w Stulnie nad Bugiem. Udało się go zrealizować w 110% a szczegółowo wyglądało to tak:



Pobudka w piątek u Michała wcześnie z rana, śniadanie, ablucje, pakujemy się do auta i do Okuninki. Pogoda dla koneserów: 6 stopni i mżawka, ale co tam, nie ma złej pogody na golfa, prawda? :)



Na szczęście w Okunince przejaśnia się i już do końca wypadu pogoda będzie git!
Po zaparkowaniu w zaprzyjaźnionych “Pokojach przy Zakręcie” ruszamy. Okuninka wyludniona, psa z kulawą nogą poza sezonem tam nie ma. Jezioro Białe jak zwykle ładne, szczególnie bez oblepiającej je stonki. Za opłotkami Okuninki zaczyna się Sobiborski Park Krajobrazowy, także po kilkunastu minutach możemy już odetchnąć leśnym powietrzem :)



I zaczynamy marsz już po lesie, widać, że dobrze lało kilka dni temu bo jest dosyć mokro. Na szczęście Aigle spisują się na medal, można się w końcu przestać przejmować mokrą trawą czy małymi kałużami. Po Roztoczu doceniam to niesamowicie.
Nagle czuję czyjąś obecność za plecami! Odwracam się, a za nami biegnie gość i to biegnie na bosaka! Przypominam, jest środek lasu, 6 - 8 stopni, wilgotno a tu typ z brodą popyla na bosaka! Zaniemówiliśmy, ja błyskotliwie zagadałem do gościa, że nie ma butów - tak, wiem, wiem, ja bez butów od 6 lat tak chodzę i biegam, wcale nie choruję - odkrzyknął i pobiegł dalej. Podlasie i wszystko jasne! :)


Kilometry uciekają, po drodze miałą być ostoja żółwia błotnego, ale niestety żadnego nie spotkaliśmy, tak samo jeziorek nie obejrzeliśmy (pierwszego dnia) bo wszystko zarośnięte. Przydałyby się jakieś platformy do oglądania tych leśnych jeziorek, ale żadnej nie uświadczyliśmy i choć na stronie Parku widać zdjęcie wieży widokowej to za chiny nie mogliśmy na nią trafić - kłania się słabe oznakowanie szlaku. W każdym razie okolica urokliwa, w lecie musi być tam naprawdę fajnie!


Następny przystanek to Sobibór, niemiecki hitlerowski obóz zagłady. Zamordowano tam około 200 tys. ludzi - głównie Żydów z Polski, Rosji, Niemiec i Holandii. Obóz w Sobiborze znany jest  z buntu, który wybuchł tam 14 października 1943 roku w czasie którego uciekło około 300 więźniom, po tym wydarzeniu obóz  zlikwidowano.

Mocno przygnębiająca wizyta, która każe się zastanowić nad tym, do jakiego bestialstwa może się posunąć człowiek. Ciekawe, że sporą część personelu obozowego stanowili Austriacy, którzy wcześniej “hartowali” się podczas akcji T4, czyli eutanazji osób upośledzonych - “w ramach akcji mordowano chorych na schizofrenię, niektóre postacie padaczki, otępienie, pląsawicę Huntingtona, stany po zapaleniu mózgowia, osoby niepoczytalne, chorych przebywających w zakładach opiekuńczych ponad 5 lat oraz ludzi z niektórymi wrodzonymi zaburzeniami rozwojowymi.” Za strażników robili ukraińscy wachmani.


Chwila zadumy i ruszamy dalej i choć ciężko otrząsnąć się po takiej dawce okrucieństwa, jednak “life goes on” a przebywanie w lesie to naturalny antydepresant, więc za kilka kilometrów obiad spożywamy już  w “normalnych” humorach:)


Do wsi Stulno docieramy już po zmierzchu, teraz musimy dostać się jeszcze do zaklepanego wcześniej noclegu czyli do  agroturystyka nad Bugiem “Bagna u Mańka”, które to miejsce polecam każdemu! :)


Trzydzieści kilometrów za nami, ostatnie dwa szosą po ciemku nie były miłe, ale nocleg wszystko wynagrodził!



Powiem tylko tyle - było wesoło, było ciekawie, było zajebiście. Kto będąc w okolicy nie zaliczy noclegu u Mańka ten trąba!
Podlasie i wszystko jasne! :) Więcej szczegółów nie pamiętam :)


Drugiego dnia żwawo… ok, wróć, trudy dnia poprzedniego dało się odczuć, ale po 3 kilometrach wszystko przeszło jak ręką odjął, szczególnie, że wyszło słońce, las był uroczy a jeziorka jadły nam z ręki, bo było je dokładnie widać, nie to co wczoraj, zaczęliśmy marsz powrotny.



Nadłożyliśmy co prawda z mojej winy ok 5 km, bo chciałem koniecznie ujrzeć Bug (nie udało się),ale dzięki temu kilometraż wyszedł prawie taki sam jak pierwszego dnia, bo 28 kilometrów.



Trasa pokryła nam się tylko w Sobiborze, gdzie była grana fasolka po bretońsku na kartuszu i pełen zadumy marsz po torach (tak, tych torach którymi przywożono ofiary), ale poza tym wyszła nam ładna pętelka po Parku.


Po drodze jeszcze zaliczyliśmy z bliska puchacza [a może był to Puszczyk mszarny, jak ktoś na FB podpowiedział, ale pewny nie jestem (po kilku miesiącach już tego jestem pewny - to był puszczyk mszarny, jeden z niewielu żyjących w okolicy - mieliśmy niesłuchanego farta!) ], robi wrażenie jego wielkość, jak również jak bezgłośnie skurczybyk lata!

Końcówka była już z czołówkami, przy doskonałej pełni, także klimat jak z horroru :) Wymarłą Okuninkę opuściliśmy koło 18.



Wyprawa wyszła idealnie, 60 kilometrów zrobione, las piękny i uroczy, agroturystyka nad Bugiem “Bagna u Mańka” niezapomniana, towarzystwo doskonałe. Czegóż chcieć więcej? :) Sobiborski Park Krajobrazowy jest wprost stworzony do takich mikrowypraw.

A soundtrack do wyprawy sponsorowała śpiewana a`capella na 2 głosy piosenka z "Jak rozpętałem II wojnę światową" :)


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza