piątek, 5 lipca 2019

Warszawska Obwodnica Turystyczna - Otwock Mały - Góra Kalwaria - Kwiecień 2019

Na kolejny etap Warszawskiej Obwodnicy Turystycznej przyszło mi poczekać kilka miesięcy, ale w końcu przed samą majówką się ruszyłem. Plan był ambitny i tej nocy miał być pierwszy samotny biwak na szlaku.
A jak wyszło? 
No niestety nie do końca tak, jak sobie zaplanowałem :)



Wyruszyłem po 17, a trasę zacząłem dopiero 19.15. Niestety nie było łatwo dostać się do Otwocka Małego :) Dziękuję Panu, co mnie ostatnie kilometry stopem podrzucił, bo inaczej bym jak niepyszny wrócił do domu, co de facto nastąpiło, ale nie uprzedzajmy faktów…


Rozpocząłem dosyć dziarsko, a szlak przez jakiś czas wiódł chodnikiem z dębową aleją, asfaltem, także nic ciekawego, chociaż po drodze widziałem jakiś pałac w Otwocku, ale już nie zbaczałem z drogi, żeby go obejrzeć.

Dopiero po kilku kilometrach zaczęło się coś “dziać” czyli skończyły zabudowania a zaczęła trasa nad Wisłą. Po drodze jeszcze chyba fajne miejsce na wesele, a potem już wzdłuż Wisły, obok wału.


Ale zdjęć nie ma, bo w tzw. międzyczasie zrobiło się ciemno :) A z każdą chwilą mój zapał do pierwszego samotnego noclegu robił się coraz mniejszy. :) Mogę się tłumaczyć, że warunki słabe i w ogóle, ale prawda jest banalna - wymiękłem i tyle :)
Po rezygnacji z noclegu nie miałem innego wyjścia jak dojśc do Góry Kalwarii i tam, albo szukać jakiegoś noclegu, albo transportu do domu.

Zatem nie mitrężąc czasu wydłużyłem krok i cały czas wałem domaszerowałem do mostu na Wiśle. Tak szybko szedłem, że nawet nie musiałem się ubierać, choć temperatura spadła.
Prawie całą drogę na wale towarzyszyły mi prace rolnicze, tam są sady, więc pewnie były opryskiwane, co też nie nastrajało do noclegu w pobliżu.



Po dojściu do mostu w Górze Kalwarii zrobiło się z lekka niebezpiecznie, bo trwa tam remont i choć akurat na moście była barierka i można było bezpiecznie iść, to za mostem już żadnej barierki nie było i trzeba było iść skrajem, a co chwila tiry tam jeździły. A przypominam, że już było ciemno, bo dobrze po 22 było. No nic, na szczęście wszystko skończyło się dobrze i bez problemu dotarłem do Góry Kalwarii zupełnie bez planu, co robić dalej.
I wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy 300 metrów przede mną ujrzałem autobus ZTM jadący do Warszawy… Okazało się, że do Góry Kalwarii jeździ normalnie autobus z Ursynowa :)

Autobus ujechał w siną dal,  a następny (ostatni) miał być za 1,5h, więc postanowiłem łapać stopa. I złapałem, po 23, w środku Góry Kalwarii prosto pod dom :) Są jednak dobrzy ludzie na tym świecie, a mnie zabrała starsza Pani, która z synem wracała do domu. Dziękuję bardzo! :)

Także ten, dosyć krótki -  16.5 km, był taki sobie, miał być nocleg, miały być widoki a tu ani tego, ani tego. Ale grunt, że udało się wyjść z domu. Kolejne będą lepsze :)



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza