piątek, 30 listopada 2018

Warszawska Obwodnica Turystyczna - Otwock - Pogorzel

Tym razem odcinek WOT był nietypowy, bo po pierwsze w środku tygodnia, a po drugie nie poszedłem sam. Udało mi się namówić koleżankę, która boryka się z depresją. Uznałem, że takie wyjście raczej jej nie zaszkodzi, a wprost przeciwnie i pomimo początkowych oporów, moje perswazje odniosły skutek.



Wyruszyliśmy SKM do Otwocka, bo postanowiłem etap wioskowy WOT od okolic Świdra ominąć i wejść na szlak w Otwocku. Pierwsze kilometry to zwiedzanie Otwocka, a na wysokości szpitala weszliśmy na żółty szlak do lasu.



I od razu się zrobiło pięknie, złota jesień w pełni, las pełen kolorów.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Centralny Szlak Roztocza, dzień 3 - Ulów - droga 849 - sierpień 2016

Jak się okazuje studenciaki archeologii na praktykach sobie nie pośpią, oj nie. Z uwagi na ekspozycję wykopu (prawie cały dzień na słońcu) muszą być na miejscu jeszcze o świcie, więc zerwali się, nie wiem, która była.. koło 4? piątej? w każdym razie mega wcześnie, na szczęście zostawała warta, żeby zrobić zakupy w obwoźnym sklepie, stąd spokojnie do 6 z groszami pospałem.


Gdy przyjechał sklep to w podzięce zakupiłem studenciakom ciasto, sobie cebularze i hajda z powrotem na szlak. O 7.38 już raźno maszerowałem.

czwartek, 8 listopada 2018

Centralny Szlak Roztocza, dzień 2 - Rogowe Kopce - Ulów - sierpień 2016

Drugi dzień mikrowyprawy po Roztoczu zacząłem dosyć późno (a czemu? patrz dzień pierwszy wyprawy) i postanowiłem najpierw wypróbować DIY hobo stove, żeby ugotować wodę na napar z czystka, który, jak wtedy wierzyłem, miał mi pomóc w walce z kleszczami :) Namęczyłem się z tym “piecykiem włóczęgi” co niemiara, w końcu jednak udało się wodę zagotować, czystka zaparzyć i wypić, ale wszystko to spowodowało, że w drogę wyruszyłem dopiero o 10.34.



A hobo stove w cholerę tam zostawiłem, bo bez sensu dźwigać puszkę. Na przyszłość zaopatrzę się w palnik z aliexpress i kartusz z gazem, bo hobo stove może jest i spoko, ale szkoda mi czasu na takie zabawy :)

Automagicznie szlak się odnalazł, okazało się, że stadnina “ukradła” kilkaset metrów i wystarczyło powiększyć mapę w etrexie :)  Zanim na to wpadłem trochę się w kółko pokręciłem przyznam szczerze i 6 km ekstra wpadło :)
Pierwsze zadanie na dziś to zaopatrzyć się w coś do żarcia, bo pomimo, że plecak ciężki to jedzenia tam chyba nie ma. Piszę chyba, ponieważ mało co pamiętam sprzed 2 lat. Nauczka na przyszłe mikrowyprawy: zawsze i codziennie poświęcić kilka minut na zanotowanie najważniejszych spraw - pisanie wpisów będzie później łatwiejsze :)



Także tak zawzięcie zacząłem szukać sklepu, że trafiłem po kilku kilometrach do piekarni, nałaziłem się jak pies w upale, a “zdobyczą” była torba suchych kapuśniaków :) Oczywiście sklep klasycznie minąłem po drodze nie zauważając go i dopiero w powrotnej drodze na szlak wpadł mi w oko. No cóż, kto nie ma w głowie, ten ma w nogach także do dniówki dorzuciłem prawie 10 km zrobionych całkowicie bezsensownie.