niedziela, 22 października 2017

Pechowy biwak i natarczywa locha

Jako, że tylko prawda jest ciekawa, to muszę opisać letnią porażkę.
Plan był taki, że jedziemy na działkę znajomej, rozwieszamy hamaki, śpimy a skoro świt wracamy do Warszawy.


Byliśmy tak już o lekkim zmierzchu (20 z groszami), śmichy, chichy, wybraliśmy drzewa, taśmy zawieszone, sznurki się wiążą, gdy wtem i nagle słychać radosne chrumkanie. Przyznam się, jako że działka powinna być ogrodzona to spodziewałem się, że dzieje się to za siatką, więc zacząłem klaskać, kolega zaczął tłuc w puszkę a tu dupa, dziki już na posesji  i widzimy jak maszeruje w naszą stronę stado warchlaków a za nimi wielka locha. Musiała być dziura w siatce i wyjaśniło się, czemu cała ziemia była zryta, na co wcześniej nie zwróciłem uwagi.


Co było robić, adrenalina wzięła górę i daliśmy w długą na drugą stronę działki, bo droga do furtki odcięta. Szpej został pod drzewami. Świnia co prawda nie atakowała, tylko takim truchtem podbiegała, ale co ja się znam na dzikach - nie mam pojęcia nic a nic.



Świnia po kilku chwilach wycofała się z małymi w krzaki, jeden kolega odważniejszy podkradł się do rzeczy i zaczął zwijać, po chwili do niego dołączyliśmy i jak niepyszni chyłkiem opuściliśmy miejscówę, a wieczór skończył się na piciu na kwadracie kumpla.


Także śmiechu było co niemiara.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza