środa, 31 stycznia 2018

Sześciu Króli 2018 w Kozłowieckim Parku Krajobrazowym

Córeczka zostawiona u teściów, a w drodze powrotnej zaplanowana mikrowyprawa - taki był plan na Sześciu Króli (zapisał się Petru w historii, oj zapisał) w tym roku.


Razem z Michałem wybraliśmy coś blisko niego i padło na Kozłowiecki Park Krajobrazowy, największy kompleks leśny najbliżej Lublina.


Pogoda w sobotę idealna do wędrówek, jak na styczeń 8 stopni to bajka, także skoro świt, po 9, ruszamy :)





Trochę zwiedzania i tropienia śladów  :)






Po drodze ciekawa historia z jednym Panem, który mocno zaktywizował lokalną społeczność urządzając ciekawe eventy, choć serce trochę kiczowate, prawda? :)


Styczniowy dzień powoli chyli się ku zachodowi, ale jest naprawdę ładnie.


A na koniec ognisko i kiełbasa. Najlepsze, że w regulaminie miejsca na ognisko stało, że trzeba je pisemnie  zgłosić :) Na szczęście doczytaliśmy już po rozpaleniu, upieczeniu kiełbasek i zagaszeniu ognia, bo przecież inaczej byśmy go nie rozpalili oczywiście. Michał jako stary harcerz jedną zapałką dał radę :)

Jako, że w miłym towarzystwie szybko płynie czas to ani się spostrzegliśmy jak zrobiliśmy 20,6 km ( i tutaj mała zagwozdka, który system ma rację, bo na moim endo wyszło 20, a na Michała 18,6. android vs. iphone, który mniej się pomylił? Nie wiadomo). 



Trasa wygląda na podobną, ale kilometraż mniejszy. Wot, zagwozdka.




Czyż można było lepiej spędzić Sześciu Króli? Chyba nie! :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza