sobota, 23 grudnia 2017

These boots are made for walking :)

2002 rok, duszne i upalne lato w Virginia Beach. Ciężka praca na kilku etatach,  która jednak popłaca, bo stać mnie między innymi na super buty :) Górskie podejściówki 5.10

Och, jakie one były zajebiste, jak je kupiłem :) Potem katowałem je non stop, miasto, wyprawy, wycieczki (choć już prawie starte do imentu to jak pięknie się trzymały skały na drodze na Rysy - pośliźnięcie w nich nie groziło), ale w 2012 nadszedł ich czas, uznałem, że nie dadzą rady na Camino i  powędrowały do szafy, a na Camino kupiłem już inne, trialowe Salomony.



W tym roku postanowiłem 5.10 przywrócić do łask, bo Salomony są super, ale na suche i cieplejsze warunki, a po mokrej trawie na Roztoczu miałem złe wspomnienia, bo mogłem je wyżymać, tak żłopały wodę.
Także ja do szafy, wyciągam five teny z pudełka, a tutaj co się okazuje? Wszystko rozlatuje mi się pod palcami:


Dokumentnie wszystko się rozsypało, podeszwa i guma do wyrzucenia, została sama skorupa. Podzwoniłem po Polsce, pochodziłem po szewcach, nikt nie chciał tego naprawić, więc chcąc nie chcąc kupiłem nowe Aigle z Decathlonu a 5.10 dałem Teściowi, bo on fachura i jak mu kupiłem podeszwę to podjął się naprawy. I proszę, tak wyglądają po ingerencji fachowca:


Git! :) Jeszcze posłużą jak sądzę :) Po prostu these boots are made for walking :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza